Natknąłem się dziś na Darka w knajpie. Zupełnie przypadkiem. Pierwszy raz od rozstania, po czterech miesiącach. Przywitałem się, uśmiechnąłem, syknąłem, że wszystko okey. Tak naprawdę chciałem krzyczeć, powiedzieć co myślę i wyjść. Wyglądał dobrze, jak zawsze. Dopiero wtedy zachciało mi się naprawdę pić...
Poza tym ktoś w mieście obrabia mi dupsko. Podobno bryluję w pierwszej piątce najgorszych facetów z branży (LOL)
Meg: Czemu mnie nie odwiedziłeś w sobotę? majk: Bo padało, a głupi parasol zostawiłem u Darka... Meg: To napisz mu, że wpadniesz po parasol haha :P majk: Prędzej napiszę, by wsadził go sobie wiesz gdzie... Meg: ...i otworzył :P majk: Hehe, hej to może Ty wpadnij do mnie jutro? Meg: Jestem w 8 miesiącu ciąży! Jak mam chodzić z tym miotem?! majk: (...)
Nie pamiętam naszego ostatniego pocałunku, bo nikt zazwyczaj nie przewiduje, że ten akurat będzie ostatni. Myślisz, że będą następne, że masz dużo czasu i wszystko będzie dobrze... (GA)
Najtrudniejszy dzień mam już za sobą. Dzień pijaństwa i wyżalania. Na szczęście mogłem liczyć na swoich przyjaciół. Wieczorem ostatecznie pogodziłem się z obecną sytuacją i pożegnałem Darka. Wreszcie udało mi się zasnąć.
Dziś jest nowy, lepszy dzień. Wykasowałem sms'y, wrócił mi apetyt, jest sok pomidorowy i o niebo lepsze piosenki. Czas się pozbierać, żyć dalej. Zrobić obiad i iść do pracy. Aż trudno w to uwierzyć, że znów zaczynam od początku... (śmiech)
Odwiedzałem, poświęcałem czas, robiłem niespodzianki, wysyłałem mms'y, mówiłem jak kocham, pomagałem w przeprowadzce, kupowałem prezent, planowałem wycieczkę, poznawałem znajomych, starałem się, walczyłem z nałogami, nawet zaakceptowałem jego chorobę... i co mam? Gówno. Nieprzespaną noc, płacz i jego sms.
I ot tak, przestajesz żyć tylko dla siebie. Zaczynasz tolerować, że nie przepada za kawą rozpuszczalną, że chodzi spać przed północą, że boli głowa i że czasem nie ma ochoty na nic. I ot tak, przestajesz działać samemu. Czekasz, aż przyjdzie, zadzwoni, zaproponuje, domyśli się, przytuli... albo sam przychodzisz, dzwonisz, proponujesz i przytulasz. I ot tak, zaczynasz rozumieć, że jesteście jedną duszą, którą należy wspierać, brać pod uwagę, wypada rozumieć i uwzględniać.
Miłość mnie osłabia, obnaża, obezwładnia. Każe mi czekać. Na skinienie, na słowo, na dotyk. Podporządkowuje mnie. Żąda oczekiwań, niedomówień, potrzeb. Sadza w martwym punkcie, albo zostawia zapatrzonego w telefon...